Jesień to gwiazdy lecące z drzew. Liście jak węże syczą. Przewożą arki na drugi brzeg głowy obciętych księżyców. Ciągną kondukty przez zgasły czas – spróchniałe ichtiozaury. Jak wieko spada nieba trzask na biały wzrok umarłych. A on do stołu przykuty snem kamiennym jak klosz urny, widzi lodowce porosłe mchem i myś1i, że to trumny. dn....Read More
Oto ona Niby chmura dana tym przelotnym kamieni rzeźbiarzom, wszechżywotom, aby w niej czyniły archanioła kształt, który widziany w dawnym śnie – był w głosie rozpoznany. Więc zielone głowice liści, więc jak strugi deszczowej potop kłębi roślin uchodzą do góry, i na przekór powietrza oplotom puchem brzęczą poczynając z chmury archanioła wspierające stopy. Więc zwierzęta...Read More
Dziś rano cały świat kupiłem, gwiazdy i słońce, morze, las, i serca, lądy i rzek żyły, Ciebie i siebie, przestrzeń, czas. Dziś rano cały świat kupiłem, za jedno serce cały świat, nad gwiazdy szczęściem się wybiłem, nad czas i morskie głębie lat… Gorące morza sercem płyną – – pozłocie nieprzebytych sław, gdzieś rzeki nocy mnie...Read More
Nawałnice z wolna się rodzą –najpierw to brzęk fletni.Dzień rudy tak uderza odchodząc,spływając kolorem w kwiat.O, rozwiążcie mi ręce dawne –prężne konary skrzypów,bo zbyt jasno już widzę prawdę,jeszcze oślepi mnie blask.Oto się niebo odbarwia,zamienia się w tabun wichrów,jeszcze chwila pogardy,a spadnie czarny śnieg.A ja brzeg nie nazwany – nazwę,wtedy spadnie drapieżność gwiazd,gdy w ramionach żelaznych...Read More
Ten wiersz jak śmierć jest smutnyi obojętny jak śmierć.Szare koty pod światło puszą ostrą sierść.Żółty lament ulicy. gdzie nie chodzi nikt.Bije trwoga żaglami o codzienność szyb. IINiebu blaknie za każdym krokiem. Ogieńwydzwania łuny, a wesołe ptakisą pożegnaniem moim z ludźmi i bogiem.Ślepnę, tracę drogi, chodzę torem rakiet.A więc jesień. Dymi miasto, ptaki płyną na ukos,liście...Read More
Wróć…Szata cieni z ramion wagonom opadła,światło białą żałobą zalało mi oczy,żółty blask rozświetlonych latarń krzyczał ostrzem,po krawędziach przedmiotów potokiem się toczył.Ściskam lęk stopiony w zaciśniętym pięściach,lepko brudny, męczący pulsem nieustannym,i chwytam chwile wydzierane szczęścia;łkam bezustniezmiażdżony…tym rozstaniem ranny…i…świstem zbudzone, zerwane do ruchukoła po szynach zaczynały szczekać…koniec…gdzieś tylko cień się czarny plączezagubionego wśród nocy człowieka…Read More
Dniem czy nocą idziemy wytrwali,w bitwach ogień hartuje nam pierś,myśmy dawno już drogę wybrali,jeśli nawet powiedzie – przez śmierć.Więc naprzód, niech broń rozdziera,niech kula szyje jak nić,trzeba nam teraz umierać,by Polska umiała znów żyć.Bo czy las nam zahuczy jak morze,czy w bruk miasta uderza nasz krok,W nasłuch sercach trzepocze się orzeł,każdy pancerz przepali nasz wzrok.[po...Read More
Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,kiedy płaszczyzna obłąkana biegiemucieka pędem szalona i śliska.Już nie pamiętam gór ogromnych wieczniąi nocy gęstej, gwiazdami nabitej,i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.Już nie Pamiętam, jak słońce w śnieg prószyi w biele sypie ciszę pyłem złota.Dzwonki polami biegną i szeleszczą,cisza osiada...Read More
Znów rok na drodze szaradą upłynął.Koń parskający z zodiaku niedaleko przebiegi.Były wiosny odmierzane rosnącą zielenią,drzewa wykrzykniki jesieni na niebie.Rok za daleki za bliski wyminął nas jak zenitskoszony skośnym deszczem niezrozumień.Za daleko z drogi zawrócić znużeniew tłumie.Rozbitego na krzyżach samotnychopuszczono Chrystusa, który płacze bezradnie;widział: nie domkniętym oknom radościprzechodzień kradnie.A zresztądeszcz wysechł niebu, śnieg jest szorstki jak...Read More