Aktualności

O, przyjdź do mnie, ko­cha­na, choć we śnie, wio­sna kwia­ty uprzę­dła tak bia­ło, tak wcze­śnie. O, przyjdź do mnie i ręce mi po­daj, czar­na, kwia­tem za­snu­ła się bia­łym, rzek woda. Ja tu tę­sk­nię, a ty gdzieś da­le­ko, stru­mień spły­nął po­zna­nia zło­ci­sty chwil rze­ką . . . . . . . . . . . . . . . . . . drze­wa śnie­giem gdzieś pła­czą… da­le­ko…
Więcej informacji
Ty je­steś moje imię i w kształ­cie, i w przy­czy­nie, i moje dłu­to lot­ne. Ja je­stem, za­nim mi­nie wiek na ko­niu-bez­czy­nie, pta­ków i chmur zie­lo­nych złot­nik. Ty je­steś we mnie ja­skier w chmu­rze rzeź­bio­ny bla­skiem nad czyn sa­mot­ny. Ja z cie­bie ulew pia­skiem runo burz, co nie ga­śnie, każ­dym ży­ciem i śmier­cią sto­krot­ny. Ty je­steś mar­mur żywy, przez któ­ry kształt mi przy­był, kształt w wi­chu­rze o świ­cie wi­dzia­ny, któ­ry o...
Więcej informacji
Je­sień to gwiaz­dy le­cą­ce z drzew. Li­ście jak węże sy­czą. Prze­wo­żą arki na dru­gi brzeg gło­wy ob­cię­tych księ­ży­ców. Cią­gną kon­duk­ty przez zga­sły czas – spróch­nia­łe ich­tio­zau­ry. Jak wie­ko spa­da nie­ba trzask na bia­ły wzrok umar­łych. A on do sto­łu przy­ku­ty snem ka­mien­nym jak klosz urny, wi­dzi lo­dow­ce po­ro­słe mchem i my­ś1i, że to trum­ny. dn. 4.X.41 r. K. B. et J. K. W.
Więcej informacji
Od­dzie­li­li cię, sy­necz­ku, od snów, co jak mo­tyl drżą, ha­fto­wa­li ci, sy­necz­ku, smut­ne oczy rudą krwią, ma­lo­wa­li kra­jo­bra­zy w żół­te ście­gi po­żóg, wy­szy­wa­li wi­siel­ca­mi drzew pły­ną­ce mo­rze. Wy­uczy­li cię, sy­necz­ku, zie­mi twej na pa­mięć, gdyś jej ścież­ki po­wy­ci­nał że­la­zny­mi łza­mi. Od­cho­wa­li cię w ciem­no­ści, od­kar­mi­li boch­nem trwóg, prze­mie­rzy­łeś po omac­ku naj­wsty­dliw­sze z ludz­kich dróg. I wy­sze­dłeś, ja­sny syn­ku, z czar­ną bro­nią w noc, i po­czu­łeś, jak się jeży w dźwię­ku...
Więcej informacji
Oto ona Niby chmu­ra dana tym prze­lot­nym ka­mie­ni rzeź­bia­rzom, wszech­ży­wo­tom, aby w niej czy­ni­ły ar­cha­nio­ła kształt, któ­ry wi­dzia­ny w daw­nym śnie – był w gło­sie roz­po­zna­ny. Więc zie­lo­ne gło­wi­ce li­ści, więc jak stru­gi desz­czo­wej po­top kłę­bi ro­ślin ucho­dzą do góry, i na prze­kór po­wie­trza oplo­tom pu­chem brzę­czą po­czy­na­jąc z chmu­ry ar­cha­nio­ła wspie­ra­ją­ce sto­py. Więc zwie­rzę­ta w opa­rach be­ko­wisk, w ko­tłach po­lan w sie­bie prze­ni­ka­jąc, pod na­mio­tem trwa­ją­cych od­no­wień two­rząc z...
Więcej informacji
1 8 9 10 11 12 13
Skip to content